- SLYTHERIN!
Annabell uśmiechnęła sie niewinnie i zwróciła sie ku stołu Ślizgonów. Po chwili odezwała sie.
- Dzień dobry, nazywam sie Annabell Evis. Czy mogłabym gdzieś tutaj usiąść? - Mówiła patrząc na miejsce obok Dracona, które zajmowała Pansy.
- Pewnie, jest dużo miejsca. - Odpowiedział jej szczerzacy sie Blaise wskazując miejce gdzieś dalej obok Astorii.
Jedząc swoje pierwsze śniadanie w Hogwarcie była naburmuszona. Czasem patrzyła w stronę Czekoladowookiej Gryfonki.
Szła korytarzem, gdy nagle zobaczyła czwórkę Ślizgonów, Krukonke i Granger. Podeszła do nich i miło zagadnęła.
- Czesc. -
- Witaj. - Odpowiedziała Luna.
Spojrzała na Dracona patrzącego w podłogę, a z drugiej strony na Gryfonke, która patrzyła ciepło na swoich przyjaciół. Po chwili zwróciła sie do Annabell.
- I jak Annabell? Podoba Ci sie szkoła? -
- Tak, jest ok. - Burknęła.
- To dobrze. - Uśmiechnęła sie do niej wesoła. Po czym usłyszeli prychnięcie.
- A z czego Ty sie tak cieszysz Granger? - Spytał ja ze swoim "uśmieszkiem". Hermiona zarumieniona powiedziała.
- Wal sie... -
- Ale tak samemu? Chyba, ze chcesz mi potowarzyszyć. -
- Nie dziękuje. -
- Jak chcesz, Twoja strata. - Wzruszył ramionami. - Ale jak cos wiesz gdzie jestem. - Słysząc to czerwona Gryfonka prychnęła. I zamiast niej odpowiedział rozbawiony Blaise.
- Smoku nie zawstydzaj tutaj naszej Hermionki. - Po czym Draco znow wzruszył ramionami uśmiechając sie "po Malfoy'owsku". Annabell juz wiedziała, ze cos pomiędzy nimi sie dzieje i ze musi cos zrobić. Miała plan...
Dzis tak krótko bo chora jestem a w tamtym tygodniu nie byłam w domu :3
Do następnego rozdziału!
Cudowne <3
OdpowiedzUsuń