poniedziałek, 15 grudnia 2014

Pięć

Wstała i zwróciła się ku wyjściu. Czuła się strasznie i znów poczuła znajomy ból. Wychodziła z sali, gdy kątem oka zobaczyła stalowe oczy patrzące centralnie na nią. Zacisnęła powieki i skierowała się na błonia. Tak, to było jej ulubione miejsce. Pachnąca trawa, szum jeziora. Spokój i cisza, gdy nie było żadnego hałasującego ucznia Hogwartu. Zamknęła oczy i wsłuchała się w dźwięki natury. 
Po chwili otworzyła. Zobaczyła przed sobą tlenioną blondynkę. Była niska, tak jak ona. Duże niebieskie "ślepia". Luna Lovegood była Krukonką. Hermiona polubiła ją.
- Witaj. - Powiedziała, a blondynka pomachała do niej odpowiadając.
- Cześć,  co tu robisz? - 
- O to samo mogłabym zapytać Ciebie. Siedzę, a Ty? -
- Zajmowałam się Testralami. - Powiedziała siadając obok Nott. Nagle zapytała. - Płakałaś?
- Nie. - Powiedziała Hermiona odwracając głowę. 
- Mam pytanie. - Powiedziała Luna.
- Jakie? - Spytała brązowooka.
- Czy to prawda, że jesteś siostrą Teodora Notta? - Zapytała patrząc w oczy koleżanki.
Hermiona nie wiedziała co odpowiedzieć na to pytanie. W końcu postanowiła. 

- Tak, jestem. - Czuła, że może się zaprzyjaźnić z blondynką. Tlenionowlosa skierowała wzrok ku niebu i zaczęła marzyc. Po kilku minutach miłej ciszy odezwała się.
- Przyjaźnisz się z Pansy, Draco i... - Przerwała rumieniąc się. - Blaisem? - Brunetka spojrzała na nią zdziwiona. Zamyśliła się po czym odpowiedziała.
- Wiesz... Pansy i Blais są moimy przyjaciółmi. Niedawno dowiedziałam się, ze kumplowalismy się, gdy byliśmy mali. Myśle, ze zbliżamy sie coraz bardziej do siebie. Czuje, ze bedą mi bliscy. - Powiedziała, po chwili westchnęła. - Malfoy nie jest moim przyjacielem. Wiesz jakie łączyły nas relacje przez te wszystkie lata szkoły. - Skończyła patrząc na nią. 
- Ale gdy byliście mali lubiliscie sie, prawda? - 
- Tak, znaczy... Tak mi sie wydaje. - Spojrzała w stronę jeziora. - Czy Ty lubisz Blaise? - Zapytała.
Łuna znów zarumieniła sie. - Jakos.. Chyba tak. - Spojrzała na nią. Hermiona zasłoniła rękoma usta po czym powiedziała podekscytowana. 
- Och! To swietnie! - Siedząc po turecku dziewczyny rozmawiamy jeszcze przez godzinę, as potem zrobiło sie chłodniej i wróciły do zamku. Hermiona wracała sama do wieży Gryffonow. Miała dziwne przeczucie, ktoś ja obserwował. Było ciemno, bardzo ciemno. Ona bała sie ciemności nie, raczej tego co w niej jest. Usłyszała za sobą świst. Nagle ktoś ja spetryfikowal. Upadła bez ruchu. Usłyszała straszny i odrażający głos. 
- Pan Cię wzywa...


Cześć,
Znów nie jest długi, ale akcja bedzie sie rozwijać. 
Widzę, ze coraz mniej osób czyta/komentuje, ale nic to. Dopiero zaczynam.
Nie betuje rozdziałów... Nie mam czasu, ale przynajmniej w terminie sie wyrabiam.
(Czytasz-kom :))) To nie tak, ze wymuszam... Nie. Miło mi jest, ze ktoś tu zaglada.
Dziękuje Wam,
Pzdr :3

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Cztery

W jej oczach było widać łzy, ale nikt ich nie dostrzegł. Po tym jak powiedziała całą prawdę Ginewra wyszła trzaskając drzwiami, a Ronald chwilę za nią. Harry został i mówił, ze przejdzie im i wrócą. Nie wrócili. Trzy dni po tym wydarzeniu nie wychodziła z dormitorium. Bała się. Nie chciała ich spotkać. Ta uparta dziewczyna w końcu się załamała. Chudła, ale wiedziała, ze musi to wytrzymać. Na lekcje nie chodziła, ponieważ twierdziła, że źle się czuje. W sumie była to prawda. Całe dni siedziała w Dormitorium. Ginewra nie zwracała na nią uwagi. Parvati i Lavender próbowały coś zrobić, żeby Hermiona się uśmiechnęła. Nic, a nic. Tylko, gdy był z nią Harry jakoś dawała radę. Nawet trojka natrętnych Ślizgonów nie mogła jak na razie pomoc. Musiała to wszystko przemyśleć. Cały tydzień jej nie było na lekcjach, a jedzenie przynosił jej Harry lub Theodor. W końcu nastała tak upragniona sobota. Hermiona postanowiła wyjść na błonia. Czuła się coraz lepiej, a pogoda była idealna. Usiadła pod wielkim i rozłożystym dębem. Siedziała i patrzyła. Przed jej oczami było piękne jezioro.  Nie wiedziała ile tak patrzyła, ale nagle obok niej ktoś się pojawił. Przestraszona zauważyła, że to jej brat. Nott mając głowę przechyloną na prawy bok patrzył na siostrę zdziwiony. Po chwili się odezwał.
- Widzę, że nasza księżniczka ma lepszy humor? - Spytał. Spojrzała na niego i lekko uśmiechnęła się.
- Co tu robisz Teo, a gdzie Pansy, Blaise i Malfoy? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. Chłopak usiadł koło niej i powiedział.
- Z tego co wiem to Mops się uczy, a Draco i Diabeł... nie wiem. - Mówił wzruszając beztrosko ramionami. Dziewczyna kiwnęła głową na znak, że rozumie. - A Ty? Co tu robisz?
- Siedzę. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą.
- No to, to widzę. - Prychną, po czym dodał. - A jak z...
- Dobrze, coraz lepiej. Zauważyłam, że Ginewra nie była moją przyjaciółką od serca, za to Ron znów zaczyna się do mnie odzywać. Jednak chciałabym, żeby Ginny zrozumiała.. - Powiedziała powstrzymując łzy. Chłopak patrząc kątem oka na dziewczynę powiedział.
- Wiesz, przykro mi... Jesteś moją siostrą. - Mówił delikatnie przytulając Hermionę.  Ta zaś rzekła.
- Nie martw się, dam sobie radę. - Po czym uśmiechnęła się smutno do brata. Siedzieli jeszcze przez chwile, a pózniej  Hermiona wróciła do dormitorium się przebrać.


Gdy weszła przez ogromne i ciężkie drzwi od razu była "gwiazdą"wszystkich szeptów. Na
obiad przybyła ostatnia w ciemnozielonej spódniczce, szarych podkolanówkach i przydługim sweterku w tym samym kolorze. Hermiona Granger (Nott) się zmieniła. Dalej nosiła Swetry, ale niegdyś brązowe kudły włosów, a teraz piękne fale. Miała zgrabne nogi, doskonała figurę. Jednym słowem - Śliczna. Zarumieniona szybkim krokiem doszła do stołu Gryffindru. Usiadła obok Harrego i Rona, a przed nią siedziała naburmuszona Ginny. Nałożyła sobie sałatkę owocową i zaczęła w ciszy jeść. Po kilku sekundach odezwał się Ron.
- Wiesz... Martwiliśmy się o Ciebie. - Powiedział, a jego twarz nabrała czerwonych kolorów.  Dziewczyna przestała jeść i spojrzała zaskoczona w stronę chłopaka.
- Mnie Was rownież brakowało. - Mówiła ostrożnie. Rudowłosa osoba przed nią prychnęła. Trojka pozostałych Gryffonów spojrzała na najmłodszą córkę Weasleyów.
- I co? Oszukiwalas nas i teraz znów mamy się kolegować? Chyba żartujesz! Lepiej idź sobie do Notta i Malfoya. - Warknęła, po czym poszła usiąść obok Lavender. W Hermionie w tym momencie coś pękło. Jeszcze nie dawno miała nadzieję, ze Ginny ja zrozumie. Mówiła, ze dowiedziała się tego w tym roku. Wstała...



Witajcie,
Przepraszam, ze tak późno dodaje...
Strasznie się czuje, głowa mnie boli.
A po za tym dziś zmarła mi bliska osoba.
Ale co ja tam bede Wam mowić.
Co do rozdziału znowu nie betowany.
Czasami sa znaki ą itd. A czasem nie ma, ponieważ pisze na laptopie i komórce.
A co do Ginewry... Po prostu jej nie lubię i dlatego będzie taka... No trochę zła.
Trzymajcie się.
Cześć

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Trzy

Przed wejściem do "gabinetu" dyrektora stała wysoka dziewczyna z długimi kruczoczarnymi włosami. Miała ręce skrzyżowane na klatce piersiowej i zaciętą minę. Najwyraźniej kłóciła się z Blaisem, który wyglądał na rozbawionego zachowaniem przyjaciółki. Hermiona patrzyła na nich zdziwiona, a jej brat z uśmiechem na twarzy. Nagle wzrok Parkinson znajdował się na Gryfonce. Jej mina stała się łagodna po czym szybko przytuliła Czekoladowooką. 
- Och! Wiedziałam, od zawsze wiedziałam, ze skądś Cię znam! Hermiono ja... Tak bardzo Cię przepraszam. - Oczy Pansy niebezpiecznie się zaszkliły. 
- Ja też tęskniłam Pan. - Odpowiedziała. Wtedy poszedł do nich Zabini. 
- Wiedziałem, że się odnajdziesz. - Stwierdził z bananem na twarzy. "Granger" się uśmiechnęła i jęknęła. - Diable. - Oczywiście, przecież musiała go uścisnąć. Po chwili odezwał się Wilk. - Dobra, dobra zaraz ją udusicie. - Mówił. - Chodźmy już. 
W tym momencie usłyszeli prychnięcie (te moje rymy B)). Hermiona odwróciła się, a jej mina od razu zrzedła. Oparty o ścianę stał wysoki, tleniono-włosy chłopak.
- Oj Draco my wiemy, że się za nią stęskniłeś. - Wyszczerzyła się do chłopaka Panna Parkinson. Malfoy spojrzał na dziewczynę tak, jakby chciał rzucić na nią jakieś obrzydliwe zaklęcie. 
- Pan, przestań. - powiedział Teodor. Mopsica wzruszyła ramionami i podeszła przytulić się do niego. Gryfonka spojrzała na nich zdziwiona i zdezorientowana. Diabeł stojący obok niej szepnął uśmiechnięty.
- Twój brat i Pansy są parą. - Dziewczyna także wyszczerzyła zęby. Draco przyglądający się innym w końcu zdenerwowany warknął. 
- Czy państwo łaskawie mogą ruszyć swe zapchlone dupy? Trójka Ślizgonów uśmiechnęła się do siebie, a Hermiona pokręciła tylko głową. 


Przez całą drogę do wielkiej sali rozmawiali o dzieciństwie, a wychowankowie Domu Węża także o wydarzeniach, kiedy "Gryfonka była dla nich Szlamą". Tylko blondyn szedł ze spuszczoną głową. 

Uczniowie Hogwartu przyglądali się im ze zdziwieniem. Gdy w końcu doszli, Hermiona powiedziała. 
- Dobra, idźcie pierwsi... Ja wejdę trochę później. Moi przyjaciele nie wiedzą, że... - W tej chwili przerwał jej czarnowłosy chłopak z dwoma rudymi towarzyszami (Ginewra i Ron, jak coś xd).
- Hermi? Właśnie szliśmy Cię szukać powiedziałaś, że przyjdziesz na obiad, a już pięć... A. - Popatrzył zdziwiony na Ślizgonów. W tej chwili odezwał się Ron. 
- Malfoy!? Zabini, Parkinson i Nott! - Jego twarz była czerwona jak burak (najbardziej, gdy zobaczył Smoka). - Co Ty z nimi tu robisz!? - Spytał się, próbując zapanować nad sobą.
- To nie twoja sprawa Ronaldzie. - Odpowiedziała poważnie, po czym dodała. - Chodźmy. 
Harry i Ginny poszli za nią, a Weasley stał jeszcze warcząc na trójkę uczniów z Domu Salazara. Wyżej wymienieni wzruszyli ramionami i odeszli do stołu nie chcąc gadać z "Rudym".


Przy stole Hermiona nie chciała rozmawiać z przyjaciółmi raczej bardziej interesowała ją sałatka grecka, którą jadła. O osiemnastej w dormitorium chłopaków, zdecydowała się im powiedzieć o całej sytuacji. Siedziała na fotelu wyprostowana patrząc w dół i zaciskając dłonie na koszulce, Ron rozłożony na swoim łóżku, Ginewra na kanapie obok Pottera.W końcu Hermiona wzięła głęboki wdech i zaczęła.

- Ja chciałam Wam wyjaśnić cz-czemu byłam ze Ślizgonami i w-w tym samym momencie powiedzieć cz-czego się dowiedziałam. - Przerwała, nie wiedziała czy dobrze robi, ale nie mogła oszukiwać przyjaciół. - Tak naprawdę, n-nie jestem''Granger''. - W tej chwili Ron spadł z łóżka robiąc przy tym hałas, a Ginewra wyglądała jakby miała zaraz zemdleć...


Cześć,

Przepraszam, że rozdział znów krótki.. Nie jest taki długi jaki chciałam, żeby był.
Znów mogą być błędy, bo rozdział nie "betowany". </3
Ale za to jest mi miło, że coraz więcej osób tu zagląda. Chciałabym Wam serdecznie podziękować. Naprawdę, czytacie te moje wypociny... A co do bloga to zamierzam dodać stronę z bohaterami. No i jakiś fajny szablon... Ale jak na razie bez szans. ;d
Aaa no i możliwe, że jak będzie więcej rozdziałów to dodam "obserwujących bloga" czy jakoś tak.
Ale to za szybko... No dobra to chyba tyle.
A nie! Przepraszam... Jeszcze możliwe, że w tygodniu będę dodawać miniaturki. Co Wy na to? :3
Pozdrawiam! (Czytasz-komentuj :D)
PS: Zapraszam na bloga mojego przyjaciela: http://nie-tylko-hp.blog.pl/ <3

poniedziałek, 24 listopada 2014

Dwa

Te kilka słów wypowiedziane przez dyrektora Hogwartu zapamięta na długo. Te wspomnienia. Coś jest nie tak. Często miała takie sny... To wydaje się cholernie bezsensowne. Jakaś idiotyczna bajka. Nagle okazuje się, że jest Ślizgonką, która nie cierpi Domu Lwa i wszystko jest w porządku. Nie! To nie to. Jej rozmyślanie przerwało znaczące chrząknięcie dyrektora.
- Panno Gran... znaczy... - Zaczął, ale dziewczyna mu przerwała.
- Nie. Mam na nazwisko Granger. - Powiedziała uparta. 
Dyrektor Hogwartu był zaskoczony, ale szybko ją zrozumiał. Wiedział, że jest jej teraz trudno.
- Dobrze, a więc czy chciałabyś jeszcze raz zostać przydzielona do domu przez tiarę? - Spytał. 
- Nie. Czuję, że jestem Gryfonką. - Była twarda, ale wiedziała, że nie do końca tak jest. Dumbledore spojrzał jej w oczy. Wiedział, że kłamie. Coś się z nią działo...
- Rozumiem, czy mam poinformować twego... - Nie dokończył. Głośny huk towarzyszący otworzeniu się drzwi mu przeszkodził. W nich stał wysoki, dobrze zbudowany, brązowowłosy chłopak. Oczy miał czekoladowe. Był jak kopia dziewczyny, która w tym momencie wstała. 
- Hermiona! - Krzyknął, po czym podbiegł i przytulił zszokowaną dziewczynę. - Jakim cudem Cię nie rozpoznałem? Wiesz jak tęskniliśmy! Wszyscy. - Mówił przytulając ją i głaszcząc po głowie. Wtedy zrozumiała dlaczego od rozpoczęcia roku Zabini i Parkinson zaczęli być dla niej coraz bardziej mili. Te wspomnienia przypomniały jej wszystko. Jej (teraźniejsi) przyjaciele mówili, że się zmieniła... Miała ochotę puknąć się w czoło.
- Ja tez za wami tęskniłam. - Powiedziała pierwszy raz od przyjścia chłopaka. Po czym wtuliła się w brata. Dumbledore patrzył na to wszystko wzruszony. W końcu po pięciu minutach "tulenia" odezwał się. 
- Dobrze, ja was rozumiem, ale... musicie wyjść. Yhym... Wiem, ze jest sobota, ale mój gabinet to nie miejsce do tulenia. - Mówił. Do Hermiony po chwili doszło co powiedział dyrektor. 
- Ach, tak... Przepraszamy, juz będziemy wychodzić. - odpowiedziała zarumieniona, a jej brat przytaknął. Wychodząc chłopak zaczął cicho się śmiać. Hermiona tez zaczęła. Tak po prostu, bez powodu. Dyrektor patrzył na nich uśmiechnięty. 






Cześć,
Przepraszam, ze taki krotki rozdział. Niestety nie dałam rade napisać więcej, poniewaz:
A) Wybuchła mi ładowarka od laptopa, ;-;
B) Nie miałam czasu.
To nie tak, ze mi się nie chce... Ale jestem miłe zaskoczona, ze coraz wiecej osób dowiaduje się o moim blogu.  Rozdział nie betowany, wiec błędy mogą być. Dziekuje za komentarze (czytasz-komentujesz) :3
Pozdrawiam,
trzymajcie się. 

poniedziałek, 17 listopada 2014

Jeden

 - Ale ja nie chce! - Mała, brązowowłosa dziewczynka z dużymi zapłakanymi oczami darła się na całą ogromną willę. Słyszała kroki, jakieś szepty. Rozglądała się zdezorientowana po domu, który znała jak własną kieszeń, a jednak ją przerażał. Ubrana była w czarną sukienkę do kolan. Miała także biały kołnierzyk, czarne podkolanówki i tego samego koloru pantofelki. Włosy do pasa z czarną opaską. Znajdowała się w składziku na... nawet nie wiedziała co się tam znajdowało. Otaczało ją mnóstwo dziwnych i nienormalnych rzeczy. Jakieś klatki, pudła, skrzynie, czaszki... Brrr! Przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Siedziała, bo co miała zrobić w zamkniętym pomieszczeniu? Nawet to i dobrze, nie chciała widzieć teraz swojego "tatusia". 

Po piętnastu minutach płaczu usłyszała głośny huk. Zerwała się na równe nogi. Był coraz bliżej i coraz bardziej głośniejszy. Nie do wytrzymania. Poczuła bardzo dobrze jej znany, okropny zapach mocnego alkoholu. 
- Odejdź, odejdź! - Prosiła w myślach zaciskając  mocno piąsteczki i załzawione oczy. Niestety,
prośba dziewczynki nie została wysłuchana. Nagle ktoś zaczął chaotycznie szarpać klamkę i przeklinać. Dziewczynka cichutko weszła pod jakiś stary zakurzony stolik i znów zaczęła płakać. Wtedy drzwi się otworzyły. Stał w nich dorosły mężczyzna. Przyglądał się jej z szaleńczym błyskiem w oczach. W końcu postanowił się odezwać. Miał ciężki, gruby i zachrypnięty głos.
- I co gówniaro? Czego beczysz? - Zrobił pauzę, a czterolatka zesztywniała po czym się uśmiechnął i wyciągnął różdżkę. - Crucio!


 (...) Siedziała na ławeczce w ogródku państwa Zabbinich. Miała na sobie przydługi zielono-ciemny sweterek, czarną spódniczkę, rajstopki tego samego koloru co bluzka i czarne pantofelki. Patrzyła jak jej brat, Draco i Blaise się bawią. Uśmiechała się. Była szczęśliwa co nie często zdarzało się w jej dzieciństwie. Nagle usłyszała za sobą głośny pisk, przestraszona spadła na drogę. Za nią stała szeroko uśmiechnięta dziewczynka z kruczoczarnymi krótkimi włosami i oczami o tym samym kolorze. Miała na sobie czerwoną sukienkę do kolan i białe buciki.
- Witaj moja droga przyjaciółko! Jak miło, że też się cieszysz z mojej wizyty. - Spojrzała na wściekłą koleżankę. Ta wstała otrzepała się z kurzu, a potem warknęła. 
-  Bardzo się cieszę, że jesteś. - Po czym skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. 
- Oj lisku! Przestań warczeć. - Rzekła wciąż rozbawiona Mopsica. Dziewczyna nazwana "Liskiem" rozchmurzyła się i przytuliła do czarnowłosej. Pansy prychnęła, po czym spojrzała przed siebie i zobaczywszy resztę towarzyszy zapytała.
- Oh, czy mnie oczy nie mylą?! Czy to, aby Per Wilczek, pan Diabełek no i oczywiście nasz kochany Smoczek?
- A co? Mopsica stęskniła się za nami? - Zapytał Blaise.
- Pfi! Jeszcze czego! Chodź Lisku, pobawimy się z dala od tych prymitywów. - Powiedziała sześcioletnia panna Parkinson i żwawo ruszyła biorąc przy okazji lekko zdezorientowaną koleżankę za rękę. Ale usłyszały za sobą prychnięcie. 
- Ej, ej ej. Zabierasz mi moją kochaną siostrzyczkę, Pan. - Stwierdził uśmiechnięty Wilk. Mopsica się odwróciła, a jej lewa brew podjechała do góry.
- Coo? A od kiedy należy ona do Ciebie? Myślałam, że jest smoka! Ale jak nie, to nie. - Wyszczerzyła się szyderczo w stronę nic nie mówiącego i speszonego Dracona, który spuścił wzrok na swoje buty. Siostrze Wilka zaróżowiły się policzki. Smok już bardziej pewny siebie odparł. 
- A co Pansy, zazdrościsz? - Spytał się z kpiącym uśmiechem. Parkinson chciała pewnie wyrzucić z siebie salwę wyzwisk pod adresem blondyna, ale Brązowowłosa przerwała zniecierpliwiona. 
- Możemy już się pobawić? - Spytała się z zaciętą miną. 
- Dobra! A więc Smok, Lisica, Wilk, Mops - Czarnowłosa skrzywiła się słysząc swoje przezwisko, a Blaise mówił dalej. - I Diabeł ruszają do akcji! - Po czym pociągną za sobą czekoladowooką, a za nimi pobiegła reszta dzieci.

 (...) Szła do pokoju, cichuteńko na paluszkach. Wracała z nocnej wyprawy. Jutro są jej urodziny. Przechodziła przez salon, korytarz. Zobaczyła, że drzwi od pokoju rodziców są uchylone, a w środku pali się światło. Było ciemno, więc postanowiła przybliżyć się do otworu i podejrzeć co się dzieje. Zobaczyła dwa cienie. Jeden duży dostojny, a drugi malutki może nawet mniejszy od jej cienia. Usłyszała głos swojej mamy.
- Obcy, proszę cię. Mam zadanie, które musisz wykonać. Nie możesz mówić tego Panu. Zrozumiałeś? - szeptała błagalnie, ale z powagą. Mały skrzat zamyślił się. Po czym zaczął kiwać energicznie głową i mówić.
- Tak, tak tak! Ufok zrobi to co Pani każe. - Po tej odpowiedzi jej matka porwała go w ramiona. Dziewczynka widziała w jej oczach ukrywane łzy.
-Dziękuję Ci, naprawdę. Odwdzięczę się, ale mówiłam Ci, że jesteś obcym, a nie Ufokiem. Mój mąż zawsze taki był. - Dodała cicho. Ten znów kiwnął główką i powiedział.
- Ja... ja bardzo Pani dziękuję! I z wielką ch-chęcią pomogę tylko proszę powiedzieć, co mam zrobić. - Gdy skończył, cały entuzjazm jej Rodzicielki zniknął. Speszona odpowiedziała.
- My.. my musimy upozorować porwanie... - mówiła cicho. Obcy się spiął, a ona kontynuowała. 
- A-ale kogo? - spytał.
- Hermiony. - Po tych słowach dziewczynka się zdenerwowała i nie wiedziała co ma zrobić.
- A Pan n-nie będzie... "niezadowolony"? - Pytał.
- Możliwe, ale to jest najlepsze wyjście, najlepsza rzecz jaką mogę zrobić dla jej dobra. - odparła. Oczy skrzata się zaszkliły, a Czekoladowooka poczuła strach i smutek. 
- Dlaczego? - Zapytał wprost "zaciskając" załzawione ślepia. Przywiązał się do niej, a ona do niego.
- Nic nie rozumiesz! On nie może jej poznać! Zniszczy jej życie... - Walczyła z płaczem. - Tak jak mi. 
- Ale kto? - Pytał.
- Voldemort! - Krzyknęła po czym szybko zakryła usta dłonią. Nie bała się wypowiedzieć "tego" słowa, ale dzieci mogłyby się obudzić. Skrzat spojrzał na nią przestraszony, a Hermiona miała już uciekać, ale zrezygnowała.
- Ma przyjść do nas jutro, w jej urodziny i sam zaproponować posłuszeństwo mu. - powiedziała łamiącym się głosem brunetka, po czym spadła na podłogę skomląc. Dziewczynka chciała szybko do niej przybiec, ale zobaczyła, że skrzat ją wyręczył. 
- Niech Pani się nie boi. Nic jej nie będzie. - Mówił ją pocieszając. 
Wtedy Hermiona uciekła do swojego pokoju najciszej jak tylko mogła.



Cześć
 i oto pierwszy rozdział mojego Dramione. Wiedziałam, że prawie wszyscy  będą myśleć, że to Hermiona Riddle. Ale nie. To nie będzie tak. Mam nadzieję, że wymyślę coś zupełnie nowego. Nie jest tak długi jak chciałam, ale cały weekend byłam na biwaku z Harcerstwem (nie ma to jak chodzić po lesie o dwunastej w nocy). No i nie miałam czasu. Jestem wykończona. Jak napisałam, byłam (jestem) zmęczona i nie dam rady sprawdzać czy są jakieś błędy. Mam nadzieję, że się spodoba. I liczę na komentarze. :3
Pzdr.

wtorek, 11 listopada 2014

Prologue/Info

Co byś zrobił, gdyby całe twoje życie było fikcją, czymś nieistniejącym,
Na pozór normalnym, a tak na prawdę osłoną czegoś niewyobrażalnie złego,
smutnego i okropnego. Twoi przyjaciele kłamstwem, a rodzina abstrakcją. 
Rzeczywistość nie zawsze jest jak bajka, zamydla nam oczy, wpaja, że świat jest idealny.
Co byś zrobił, gdyby to wszystko okazało się prawdą, tą okrutną prawdą o twoim życiu?
Nie wiesz?
Ona też nie.





Witaj, 
możliwe, że wszedłeś na tego bloga wiedząc co tu zastaniesz...
Albo trafiłeś tu przypadkiem. Otóż jak wiadomo jest to blog/opowiadanie/ o Dramione.
A więc właśnie przeczytałeś Prolog... Tak wiem jest strasznie krótki, ale uwielbiam zostawiać po swoich opowiadankach (?) lekki niedosyt. Nie martw się, rozdziały będą długie.
Kiedy będą pojawiać się nowe posty? W Poniedziałek... Będę miała dwa, trzy dni na napisanie.
Bardzo bym prosiła o zostawienie komentarza. To jest raczej post informacyjny niż Prolog, ale cóż od czegoś trzeba zacząć.
Dziękuję za uwagę do następnego Postu! :3 
Alien