- Ale ja nie chce! - Mała, brązowowłosa dziewczynka z dużymi zapłakanymi oczami darła się na całą ogromną willę. Słyszała kroki, jakieś szepty. Rozglądała się zdezorientowana po domu, który znała jak własną kieszeń, a jednak ją przerażał. Ubrana była w czarną sukienkę do kolan. Miała także biały kołnierzyk, czarne podkolanówki i tego samego koloru pantofelki. Włosy do pasa z czarną opaską. Znajdowała się w składziku na... nawet nie wiedziała co się tam znajdowało. Otaczało ją mnóstwo dziwnych i nienormalnych rzeczy. Jakieś klatki, pudła, skrzynie, czaszki... Brrr! Przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Siedziała, bo co miała zrobić w zamkniętym pomieszczeniu? Nawet to i dobrze, nie chciała widzieć teraz swojego "tatusia".
Po piętnastu minutach płaczu usłyszała głośny huk. Zerwała się na równe nogi. Był coraz bliżej i coraz bardziej głośniejszy. Nie do wytrzymania. Poczuła bardzo dobrze jej znany, okropny zapach mocnego alkoholu.
- Odejdź, odejdź! - Prosiła w myślach zaciskając mocno piąsteczki i załzawione oczy. Niestety,
prośba dziewczynki nie została wysłuchana. Nagle ktoś zaczął chaotycznie szarpać klamkę i przeklinać. Dziewczynka cichutko weszła pod jakiś stary zakurzony stolik i znów zaczęła płakać. Wtedy drzwi się otworzyły. Stał w nich dorosły mężczyzna. Przyglądał się jej z szaleńczym błyskiem w oczach. W końcu postanowił się odezwać. Miał ciężki, gruby i zachrypnięty głos.
- I co gówniaro? Czego beczysz? - Zrobił pauzę, a czterolatka zesztywniała po czym się uśmiechnął i wyciągnął różdżkę. - Crucio!
(...) Siedziała na ławeczce w ogródku państwa Zabbinich. Miała na sobie przydługi zielono-ciemny sweterek, czarną spódniczkę, rajstopki tego samego koloru co bluzka i czarne pantofelki. Patrzyła jak jej brat, Draco i Blaise się bawią. Uśmiechała się. Była szczęśliwa co nie często zdarzało się w jej dzieciństwie. Nagle usłyszała za sobą głośny pisk, przestraszona spadła na drogę. Za nią stała szeroko uśmiechnięta dziewczynka z kruczoczarnymi krótkimi włosami i oczami o tym samym kolorze. Miała na sobie czerwoną sukienkę do kolan i białe buciki.
- Witaj moja droga przyjaciółko! Jak miło, że też się cieszysz z mojej wizyty. - Spojrzała na wściekłą koleżankę. Ta wstała otrzepała się z kurzu, a potem warknęła.
- Bardzo się cieszę, że jesteś. - Po czym skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
- Oj lisku! Przestań warczeć. - Rzekła wciąż rozbawiona Mopsica. Dziewczyna nazwana "Liskiem" rozchmurzyła się i przytuliła do czarnowłosej. Pansy prychnęła, po czym spojrzała przed siebie i zobaczywszy resztę towarzyszy zapytała.
- Oh, czy mnie oczy nie mylą?! Czy to, aby Per Wilczek, pan Diabełek no i oczywiście nasz kochany Smoczek?
- A co? Mopsica stęskniła się za nami? - Zapytał Blaise.
- Pfi! Jeszcze czego! Chodź Lisku, pobawimy się z dala od tych prymitywów. - Powiedziała sześcioletnia panna Parkinson i żwawo ruszyła biorąc przy okazji lekko zdezorientowaną koleżankę za rękę. Ale usłyszały za sobą prychnięcie.
- Ej, ej ej. Zabierasz mi moją kochaną siostrzyczkę, Pan. - Stwierdził uśmiechnięty Wilk. Mopsica się odwróciła, a jej lewa brew podjechała do góry.
- Coo? A od kiedy należy ona do Ciebie? Myślałam, że jest smoka! Ale jak nie, to nie. - Wyszczerzyła się szyderczo w stronę nic nie mówiącego i speszonego Dracona, który spuścił wzrok na swoje buty. Siostrze Wilka zaróżowiły się policzki. Smok już bardziej pewny siebie odparł.
- A co Pansy, zazdrościsz? - Spytał się z kpiącym uśmiechem. Parkinson chciała pewnie wyrzucić z siebie salwę wyzwisk pod adresem blondyna, ale Brązowowłosa przerwała zniecierpliwiona.
- Możemy już się pobawić? - Spytała się z zaciętą miną.
- Dobra! A więc Smok, Lisica, Wilk, Mops - Czarnowłosa skrzywiła się słysząc swoje przezwisko, a Blaise mówił dalej. - I Diabeł ruszają do akcji! - Po czym pociągną za sobą czekoladowooką, a za nimi pobiegła reszta dzieci.
(...) Szła do pokoju, cichuteńko na paluszkach. Wracała z nocnej wyprawy. Jutro są jej urodziny. Przechodziła przez salon, korytarz. Zobaczyła, że drzwi od pokoju rodziców są uchylone, a w środku pali się światło. Było ciemno, więc postanowiła przybliżyć się do otworu i podejrzeć co się dzieje. Zobaczyła dwa cienie. Jeden duży dostojny, a drugi malutki może nawet mniejszy od jej cienia. Usłyszała głos swojej mamy.
- Obcy, proszę cię. Mam zadanie, które musisz wykonać. Nie możesz mówić tego Panu. Zrozumiałeś? - szeptała błagalnie, ale z powagą. Mały skrzat zamyślił się. Po czym zaczął kiwać energicznie głową i mówić.
- Tak, tak tak! Ufok zrobi to co Pani każe. - Po tej odpowiedzi jej matka porwała go w ramiona. Dziewczynka widziała w jej oczach ukrywane łzy.
-Dziękuję Ci, naprawdę. Odwdzięczę się, ale mówiłam Ci, że jesteś obcym, a nie Ufokiem. Mój mąż zawsze taki był. - Dodała cicho. Ten znów kiwnął główką i powiedział.
- Ja... ja bardzo Pani dziękuję! I z wielką ch-chęcią pomogę tylko proszę powiedzieć, co mam zrobić. - Gdy skończył, cały entuzjazm jej Rodzicielki zniknął. Speszona odpowiedziała.
- My.. my musimy upozorować porwanie... - mówiła cicho. Obcy się spiął, a ona kontynuowała.
- A-ale kogo? - spytał.
- Hermiony. - Po tych słowach dziewczynka się zdenerwowała i nie wiedziała co ma zrobić.
- A Pan n-nie będzie... "niezadowolony"? - Pytał.
- Możliwe, ale to jest najlepsze wyjście, najlepsza rzecz jaką mogę zrobić dla jej dobra. - odparła. Oczy skrzata się zaszkliły, a Czekoladowooka poczuła strach i smutek.
- Dlaczego? - Zapytał wprost "zaciskając" załzawione ślepia. Przywiązał się do niej, a ona do niego.
- Nic nie rozumiesz! On nie może jej poznać! Zniszczy jej życie... - Walczyła z płaczem. - Tak jak mi.
- Ale kto? - Pytał.
- Voldemort! - Krzyknęła po czym szybko zakryła usta dłonią. Nie bała się wypowiedzieć "tego" słowa, ale dzieci mogłyby się obudzić. Skrzat spojrzał na nią przestraszony, a Hermiona miała już uciekać, ale zrezygnowała.
- Ma przyjść do nas jutro, w jej urodziny i sam zaproponować posłuszeństwo mu. - powiedziała łamiącym się głosem brunetka, po czym spadła na podłogę skomląc. Dziewczynka chciała szybko do niej przybiec, ale zobaczyła, że skrzat ją wyręczył.
- Niech Pani się nie boi. Nic jej nie będzie. - Mówił ją pocieszając.
Wtedy Hermiona uciekła do swojego pokoju najciszej jak tylko mogła.
Cześć
i oto pierwszy rozdział mojego Dramione. Wiedziałam, że prawie wszyscy będą myśleć, że to Hermiona Riddle. Ale nie. To nie będzie tak. Mam nadzieję, że wymyślę coś zupełnie nowego. Nie jest tak długi jak chciałam, ale cały weekend byłam na biwaku z Harcerstwem (nie ma to jak chodzić po lesie o dwunastej w nocy). No i nie miałam czasu. Jestem wykończona. Jak napisałam, byłam (jestem) zmęczona i nie dam rady sprawdzać czy są jakieś błędy. Mam nadzieję, że się spodoba. I liczę na komentarze. :3
Pzdr.
Naprawdę, bardzo fajnie piszesz. Czyta się szybko i lekko. Wdarło się kilka powtórzeń, ale nie zaburzyły one całej kompozycji tekstu. Hermiona jako mała dziewczynka przedstawiona jest świetnie. Życzę powodzenia w dalszym pisaniu c:
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
A tymczasem zapraszam Cię na mojego bloga c: http://walka-o-tron.blogspot.com/
Dziękuję,
Usuńbardzo mi miło, że Ci się podoba. :)
Już "obczajam" twego bloga.
Pzdr. C:
Na poczatek... Co znaczy "upodobać porwanie"? :) Domyślam się o co chodziło, ale i tak wyszło śmiesznie. To dopiero początek, więc nie mogę się za dużo wypowiedzieć. Z zasady nie przepadam za dramione, gdy Hermiona wychodzi na czystokrwistą - bo to ta najważniejsza bariera, jaką nasze dramionki muszą pokonać chcąc być razem, a gdy znika to dla mnie znika część uroku. Chciałabym jednak żebyś się nie poddawała i pisała dalej, a być może wyjdzie Ci z tego prawdziwe arcydzieło. Życze Powodzenia, dużo weny i oczywiście Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńVenetiia N.
Hm, masz racje. Trochę śmiesznie
UsuńTo wyszło. Ale postaram się jutro to naprawić. :D
Pzdr.
Takie literówki są najlepsze. Często w opowiadaniach piszą o "jugolach" zamiast o mugolach :) Zawsze ten sam uśmiech. Czekam na kolejny rozdział, by zobaczyć co Ci ciekawego wyjdzie :) Również Pozdrawiam!
UsuńPS. Czy weryfikacja obrazkowa jest konieczna?
Tak, takie literówki są zabawne. Często widzę np: bleis itp. Zaraz ta weryfikacje załatwię. :))
OdpowiedzUsuńNo witam! :D
OdpowiedzUsuńNie zawiodłam się! Opowiadanie na prawdę GENIALNE!
Zacznę od drobnego błędu, napisałaś: "My.. my musimy upodobać porwanie...", a chyba chodziło o upozorowanie porwania. ;D
Ale co tam, nie o tym chciałam pisać! ;3
Niesamowicie spodobał mi się Twój sposób pisania, z taką lekkością i "delikatnością" piszesz, że chce się czytać! Super pomysł, żeby dopiero pod koniec rozdziału zdradzić imię dziewczynki. Zastanawiam się, czyją w takim razie córką, będzie Miona? W mojej głowie zdążyło już rozkwitnąć tyle pomysłów... Zastanawiałam się nad córką Notta. Dlatego, że w moim opowiadania zrobiłam z ojca Teodora właśnie takiego tyrana i od razu przyszedł mi na myśl... mam rację? Wątpię, bo możliwości jest tysiące, no ale się okaże! :D
Ta zabawa Blaise'a, Draco, Hermiony z bratem i Pansy, oraz ich rozmowa - urocza. <3
Czekam z niecierpliwością na rozdział drugi!
Pozdrawiam serdecznie i życzę weny! <3
Fajnie, że się podoba.
UsuńTak ten błąd miał być poprawiony, alee.... mi się nie chciało. :DD
Cieszę się, że nie zawiodłam Cię tym postem i mam nadzieje, że inne również będą "dobre". Ogólnie jest mi strasznie miło... Ojej naprawdę? A mogłabyś podać swojego bloga? Z chęcią zobaczę. <3
Pozdrawiam i wzajemnie. :33
http://hogwart-zmienicprzyszlosc.blogspot.com/ zapraszam ;)
Usuńciekawy blog, zaciekawiłaś mnie swoją historią. Jestem ciekawa jak to dalej się potoczy :) będę zaglądać :) przy okazji zapraszam do mnie http://slady-cieni-dramione.blogspot.com/ :)
OdpowiedzUsuńDorota.
Na samym początku powiem ci, że świetnie piszesz :) Bardzo mi się podobał fragment z bawiącymi się dziećmi, był naprawdę przeuroczy. Życzę weny i czekam na ciąg dalszy :)
OdpowiedzUsuńGenialny rozdzial !!! Piszem tak tak tak po prostu genialnie i tak mnie zaciekawilas.... naszczescie juz jutro poniedzialek :-) jeszcze raz gratuluje genialnego rozdzialu
OdpowiedzUsuńPozdrowionka
~~Emilcia
Na początek chcę Ci powiedzieć, że rozdział po prostu BOSKI~! >____< No jestem pod wrażeniem. Jejuuuu *^* Nie wiem co mam napisać ;-; Brak mi słów genialności Twojego stylu pisania xD <33 Cię kocham normalnie (//3//) Jedyne co mi tu nie pasowało (konstruktywna krytyka) to rozmowa dzieci...Raczej kilkulatki nie używają słów takich jak "prymityw" (chyba, że dzieci z którymi się w życiu spotkałam są niedorozwinięte O__o) Ale ogólnie to nie przeszkadzało :33
OdpowiedzUsuńCzekam na next ;* Życzę weeny weny i jeszcze więcej weny!! ;D
Pzdr.
Asia >.<
Jestem pod wrażeniem ! Nie wiem co napisać. Masz wielki talent nie zmarnuj go. Rozdział - świetny! To ja idę czytać drugi :)
OdpowiedzUsuńDestiny *-*